10 powodów dla których trzeba odwiedzić Galisję

10. Plaże

Praia de Augas Santas
(Pedro M. Martínez Corada / CC BY-SA 3.0)

Plaże w Galisji są stworzone dla wielbicieli spacerów w zapierającej dech scenerii. Znajdziecie ich tu dużo i to każdego rodzaju – piaszczyste, kamieniste, bardziej i mniej popularne. Na wielu z nich można oddawać się latem typowym plażowniczym rozrywkom jak kąpiel i opalanie, ale należy pamiętać o tym, że woda w oceanie jest chłodniejsza niż w morzu, więc nie zawsze i nie wszędzie będzie to wykonalne. Osoby takie jak ja, które nie przepadają za tego rodzaju wypoczynkiem, a za to uwielbiają spacery nad brzegiem morza, będą zachwycone. Jedną z najbardziej malowniczych jest Praia de Augas Santas (Plaża Świętych Wód) zwana potocznie As Catedrais (Katedry) – nazwa pochodzi od skojarzenia, które budzą naturalne formacje skalne tam występujące. Fale uderzające z impetem o klify niczym dłuto wyrzeźbiły w kamieniu całe komnaty z wysoko zawieszonym stropem i potężne łuki, które zdobią te naturalne „katedry”.

9. Wyspy

9569056829_16c4e0b90e_o_d
(Jaime González / CC BY 2.0)

Wyspy Atlantyckie to kolejne miejsce, w którym galisyjska przyroda obezwładnia swoim pięknem. Najbardziej znane są wyspy Ons i Cíes, włączone do utworzonego w 2002 r. Parku Narodowego Wysp Atlantyckich. Tej pierwszej jeszcze nie zwiedzałam, ale wyspy Cíes są przepiękne, a plażę Rodas, która tam właśnie się znajduje, brytyjski „The Guardian” uznał w 2007 za najpiękniejszą plażę świata. Oczywiście to dość subiektywne wyróżnienie, bo na całym świecie, a nawet i w samej Galisji jest mnóstwo pięknych plaż, ale ta jest rzeczywiście wyjątkowa. Na wyspach Cíes możecie powłóczyć się jednym z kilku wytyczonych szlaków pieszych, a potem zanocować w namiocie na kempingu (jedyna opcja noclegowa) podziwiając spektakularne nocne niebo.

8. Latarnie

torre_de_hc3a9rcules2c_la_coruc3b1a2c_espac3b1a2c_2015-09-252c_dd_35-37_hdr
(Diego Delso / CC BY-SA 4.0)

Pomijając cały milion innych powodów dla których moim zdaniem Galisja powinna znaleźć się na Waszej bucket list, same latarnie są wystarczającym powodem do odwiedzenia tego kraju. Gwarantuję Wam, że podążając jednym z ośmiu szlaków latarnianych (O Camiño dos Faros) nikt nie może narzekać na brak wrażeń, zwłaszcza że do podziwiania mamy nie tylko same latarnie, ale i otaczający je krajobraz galisyjskich wybrzeży, a zwłaszcza Costa da Morte (Wybrzeże Śmierci). Samym Galisyjczykom trudno chyba doliczyć się ile w końcu jest tych latarni, według informacji do których udało mi się dokopać prawdopodobnie około 150. Niewątpliwie wisienką na torcie jest położona w mieście A Coruña, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, Wieża Breogana (na opowieść o tej mitycznej postaci przyjdzie jeszcze czas), zwana również Wieżą Herkulesa. To jedyna latarnia wzniesiona przez Rzymian, która dotrwała do naszych czasów i najstarsza działająca latarnia na świecie.

7. Góry

Ancares
Zagrożona wyginięciem rasa krowy cachena, która dobrze czuje się w środowisku górskim. (Iago Casabiell González / CC BY-SA 3.0)

Znudziły Wam się zakopiańskie tłumy? Wybierzcie się w góry w Galisji. Są może odrobinę niższe niż Tatry (najwyższy szczyt Pena Trevinca mierzy 2127 m.n.p.m), ale nie mniej malownicze, a w dodatku nie musicie zrywać się o 4 nad ranem, żeby być sami na szlaku. Kolejnym powodem do wypadu w galisyjskie góry jest widok nocnego nieba. Pena Trevinca wraz z wyspami Cíes jest rekomendowana przez StarLight Initiative (międzynarodowa inicjatywa mająca na celu obronę nocnego nieba jako naukowego, kulturalnego i środowiskowego dziedzictwa ludzkości) jako idealna destynacja do podziwiania tzw. nightscape. A dla miłośników archeologii dodatkowym bonusem będą liczne petroglify oraz inne tajemnicze miejsca o charakterze religijnym albo rytualnym.

6. Lasy

2123920636_d803f2710d_o_d
(David Cornejo / CC BY-NC-SA 2.0)

Gdybym miała wybrać jedno miejsce w Galisji, do którego mam największą słabość, to nie wiem, czy nie byłyby to Fragas do Eume. Lasy atlantyckie w Galisji należą do nielicznych zachowanych w Europie. Spacer po nich polecam nie tylko osobom z zacięciem botanicznym, wypatrującym rzadkich okazów roślin i drzew, ale przede wszystkim miłośnikom pięknych krajobrazów i wypoczynku blisko natury. Warto wybrać się jesienią, kiedy drzewa oszałamiają różnorodnością barw i odcieni. A jako tolkienowy zapaleniec znalazłam tu dodatkowy smaczek, bo galisyjskie lasy są wymarzoną scenerią dla tolkienowskiego Shire i jestem przekonana, że każdy szanujący się hobbit uznałby je za świetne miejsce do pobudowania swojej norki. Nie tracę nadziei, że kiedyś włócząc się po fragas trafię na Bag End i wproszę się na herbatkę do Bilbo Baggins’a. 😉

5. Klasztory

Mosteiro de Caaveiro
(FirkinCat / CC BY-SA 3.0)

Już tylko po tym zdjęciu można przekonać się, jak lubię lasy w Galisji, bo to właściwie kolejne zdjęcie z Fragas do Eume. Po godzinach dyskusji z mężem nad selekcją atrakcji do galisyjskiego top 10 i odrzuceniu z ciężkim sercem takich miejsc jak np. Canóns do Sil (kaniony nad rzeką Sil, którą na własny użytek nazywam galisyjską Anduiną), publikuję oto aż dwa zdjęcia z tego samego miejsca. Już się tłumaczę dlaczego. Po pierwsze San Xoán de Caaveiro to jeden z najciekawszych klasztorów, jakie widziałam w Galisji, już chociażby z racji umiejscowienia w samym środku lasów (dociera się do niego po 9-kilometrowym spacerze przez fragas). Po drugie uwielbiam średniowieczne klasztory i romanizm w ogóle, a ten X-wieczny klasztor ma uroczą romańską absydę i nawet wieżyczka w stylu kompostelańskiego baroku wyjątkowo do niej pasuje. Trochę sobie w ten sposób rekompensuję, że galisyjski romanizm nie wylądował w selekcji. A teraz jeszcze wyobraźcie sobie widok na lasy z okien klasztoru. Gdybym miała być średniowiecznym mnichem, to tylko tu. 😉 Nie będę więcej pisać o galisyjskich klasztorach, bo to temat rzeka. Dla orientacji odsyłam Was do galisyjskiej wikipedii. Zajrzyjcie nawet jeśli nie znacie języka, bo sama lista klasztorów z podziałem na prowincje może przerazić i oszołomić nawet najbardziej wytrwałego turystę.

4. Archeologia

Santa Trega
(Luis M. Bugallo Sánchez / CC BY-SA 4.0)

Kolejny temat, który nie ma końca. Jedno jest pewne, ci spośród Was, którzy są amatorami archeologii powinni w tym momencie otworzyć jakąś wyszukiwarkę tanich połączeń i szukać lotów z Warszawy do jakiegokolwiek z większych miast w Galisji. W archeologicznym menu macie do wyboru między innymi dolmeny (megalityczne pochówki), zagadkowe petroglify (neolityczne rysunki skalne), rozsiane po całym kraju castros (przedrzymskie ufortyfikowane osady, najprawdopodobniej zamieszkiwane przez Celtów), rzymskie osady i fortyfikacje. Można naprawdę najeść się do syta. Na zdjęciu jedno z najbardziej rozpoznawalnych castros, Santa Trega w prowincji Pontevedra, zwana również galisyjskim Machu Picchu. Co ciekawe, na wzgórzu Santa Trega znaleziono również petroglify, co świadczy o tym, że na długo przed pojawieniem się pierwszych castrexos (mieszkańcy castro), wzgórze już było zamieszkane.

3. Kuchnia galisyjska

cds2012_2842329
(Kolossus /CC BY-SA 3.0)

Bez rozmowy o kuchni nie ma w ogóle rozmowy o Galisji, dlatego ten temat będzie przewijał się dość często na blogu. Galisyjska kuchnia bazuje na tzw. diecie atlantyckiej, która charakteryzuje się, jak łatwo możecie się domyślić, bogactwem ryb i owoców morza – najlepszych w Europie, jak twierdzi przewodnik Lonely Planet oraz każdy, kto miał okazję choć raz porównać smak ryb poławianych w morzu i w oceanie. Większość z nich ma dziwnie brzmiące i nieprzetłumaczalne na j. polski nazwy jak ameixa, nécora, centola, boi („morski wół”), ourizo („morski jeż”), rodaballo, ollomol, bertorella, peixe sapo („ryba-ropucha”). Jednak niekwestionowaną królową galisyjskiej kuchni jest polbo (ośmiornica), obowiązkowo wg receptury á feira, czyli tak jak na zdjęciu. Niech wegetarianie i weganie nie załamują jednak rąk – sama jestem weganką i zadbam o to, żeby na blogu znalazło się sporo przepisów na tradycyjne galisyjskie dania w wersji wege. Nie ważne jednak na jaki posiłek się zdecydujecie, nie może do niego zabraknąć dobrego wina, np. wspaniałego białego Albariño, a do deseru można uraczyć się kieliszeczkiem licor café, czyli przepysznej nalewki kawowej.

2. Festas i romarías

peliqueiros_de_laza_2
(Ramón Piñeiro /CC BY-NC-SA 2.0)

Kolejną okazją do rozkoszowania się bogactwem galisyjskiej kuchni są różnego rodzaju święta gastronomiczne, jak święto sera w miejscowości Arzúa, święto empanady w Bandeira, golonki w A Cañiza albo jedna z licznych fest poświęconych ośmiornicy, np. w Carballiño. Weganie za to mogą udać się do Padronu albo Arnoi na święto papryczek (jestem od nich uzależniona), festę słynnego chleba w Cea (najlepszy w całej Galisji) albo na święto wina. Świąt gastronomicznych są setki, więc jest w czym wybierać. Innym ciekawym wydarzeniem są święta historyczne jak np. Festa da Istoria w mieście Ribadavia oraz romarías, które są rodzajem tradycyjnej zabawy ludowej wywodzącej się z religijnych peregrynacji. Na zdjęciu peliqueiros w mieście Laza podczas obchodów galisyjskiego karnawału.

1. Compostela

5276135043_639e76d2c5_o_d
(León F. Cabeiro / CC BY 2.0)

Czy naprawdę muszę tu podawać jakiekolwiek uzasadnienie? Galisyjska stolica ze starówką wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO jest chyba jednym z najpiękniejszych miast na naszej planecie, celem dla milionów pielgrzymów z całego świata, perełką dla miłośników sztuki, architektury i kultury oraz miejscem, gdzie 25 lipca każdego roku można uczestniczyć w trwającym kilka dni najważniejszym i najbardziej spektakularnym galisyjskim święcie, czyli obchodach Dnia Św. Jakuba będących nie tylko wielkim świętem religijnym, ale i narodowym. O Composteli będę pisała jeszcze pewnie wiele razy, więc na tym poprzestanę. Jedno jest pewne: czy to na piechotę jako pielgrzym, czy samolotem albo jeszcze innym środkiem transportu, do Composteli trzeba się wybrać. 

Obraz główny pochodzi z zasobów wikimedia (Angel Torres / CC BY 2.0)

2 myśli na temat “10 powodów dla których trzeba odwiedzić Galisję

Dodaj własny

  1. Zgadzam sie co do numeru jeden na liscie w 100%. Niesamowite miasto do ktorego bardzo chetnie wroce w przyszlosci. A takich owocow morza jak w Galisji nie jadlam nigdzie indziej! Teraz na mojej dlugiej liscie miejsc do odwiedzenia w przyszlosci pojawila sie Santa Trega…

    Polubienie

    1. Compostela nie ma sobie równych. 🙂 Jeszcze nie raz tam się wybierzemy na blogu (i fizycznie mam nadzieję też). 🙂 Dla wielu bardzo ciekawych atrakcji nie starczyło miejsca w tym TOP 10, ale pojawią się w innych tekstach. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: